image

  • Partly cloudy

    14°C

    Hvar

    Humidity: 57%
    Wind: NW at 17.70 km/h
    Friday
    Sunny
    12°C / 23°C
    Saturday
    Partly cloudy
    13°C / 22°C
    Sunday
    Partly cloudy
    15°C / 22°C
    Monday
    Partly cloudy
    16°C / 22°C
    Tuesday
    Partly cloudy
    16°C / 23°C

P

o

g

o

d

a

  • slide 9
  • stout
  • zmajevi 1
  • slide 7
  • slide 8
  • slide 2
  • slide 6
  • slide 1
  • slide 3
  • americana
  • slide 1
  • americana-1
  • pivo-1
IMAGE
Nasze piwa

W warzeniu piwa, podobnie jak w życiu codziennym, kierujemy się zasadą, że najlepsze jest to, co naturalne. Dlatego nasze piwa warzymy... Czytaj dalej...
IMAGE
Mrgud najlepszy!

Kiedy pod koniec 2015 zapowiedziałam nasze nowe piwo, Ponuraka z Alaski, nawet mi się nie śniło, że nieco ponad rok później piwo to otrzyma... Czytaj dalej...
IMAGE
Blog Volim pivo

Zoran Vitas w swoim blogu... Czytaj dalej...
IMAGE
Za krzyżem

Już od 500 lat rok rocznie na Hvarze w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek odbywa się procesja, która trwa całą noc. Obyczaj ten wpisany... Czytaj dalej...
IMAGE
Pieczone oliwki

Wiele dalmatyńskich specjałów nie przypadło mi do gustu, kiedy dopiero zaczęłam przyjeżdżać na Hvar przed piętnastu laty. Prsut był za... Czytaj dalej...
IMAGE
Po dwudziestu latach

Hvar to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Dla mnie. Nic więc dziwnego, że podczas mojego pierwszego pobytu na wyspie (a było to dokładnie... Czytaj dalej...

Po dwudziestu latach

bloghvarHvar to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Dla mnie. Nic więc dziwnego, że podczas mojego pierwszego pobytu na wyspie (a było to dokładnie dwadzieścia lat temu), po tygodniu powiedziałam, że już nigdy tu nie wrócę. Nie ma to jak dostać potężnego kopa zaraz na początku wielkiej miłości... Hvar żyje. Ma swoją osobowość, swój charakter, czasem jest nieufny, zwykle nad wyraz dumny, ale też serdeczny i przyjazny, jeśli tylko widzi, że masz szczere intencje, i że w należyty sposób okazujesz mu swój szacunek. Trzeba poznawać go dokładnie i dogłębnie, słuchając tego, co chce ci powiedzieć. Kryje wiele bogactw i tylko od ciebie zależy czy je odkryjesz. Bo przecież na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka to tylko wyspa! Mówię do ciebie teraz, po tylu latach, biedny i nieszczęśliwy, nędzny włóczęga, zabrałeś cały mój honor, wszystkie pieniądze, przez ciebie straciłem niewinność i miłość (...) Zdawało się, że wciąż jestem silny i potężny, że mogę kierować wszystkim i wszystkimi, kiedy mój ukochany ogier zerwał wodze, a głowa moja rozbiła się o kamień (...) Wiesz, powiadają, że dopiero w chwili śmierci widzi się prawdę, a pomyśl tylko, ja zobaczyłem jedynie ciebie, wyspę w gwiazdozbiorze, morze i Pharos, aż nie ucichł wiatr i nie nastała całkowita cisza. Przypomnij sobie, jak dobrze mówiłem po grecku i iliryjsku, i łacińsku, nawet fenicku, uczyłem się od Platona i Ksenofonta, i nikt nie pomyślałby nawet, że nie jestem urodzony w Helladzie (...) Wiesz, jakim wojownikiem byłem, wszystkie moje zwycięstwa za i przeciw Rzymowi, Teucie, Filipowi, Hannibalowi i Ilirom. I chociaż wszystko zdawało się być wtedy na wyciągnięcie ręki, nigdy nie była to ta rzeczywistość, wyśniona w wielkim, wspólnym śnie, w długiej i świętej wojnie o wyspę i miasto Pharos. Wiesz także, że byłem rozpustnikiem i złym mężem stanu, który w swoim życiu, niedokończonym przypadku, wszystkie tajemnice zepsucia poznał, zdradzał kobiety, przyjaciół i sprzymierzeńców, aż do chwili, wierz mi, gdy w końcu zdradził samego siebie... Lecz jednak, niczego prócz twej wolności nie pragnąłem, uczyniłem może coś dla własnego zysku, lecz przede wszystkim, bądz pewny, dla ciebie. Wysłuchaj mnie, spróbujmy jeszcze raz polecieć do gwiazd. Ty wiesz, jakim astrologiem i poetą byłem, znajdzie się przecież jakiś gwiazdozbiór, burzliwy i płomienny, potężny i namiętny. Lecz ty już płyniesz, kiedy ja rozmyślam i powtarzam: Najpierw poproszę Teutę o pomoc, kiedy mnie odepchnie, zwrócę się do Rzymu, gdy jego wydam, pójdę do Filipa i Hannibala. Powiem wszystkim, że chcę wrócić na Pharos, tam znowu władać, bez ambicji, w pokoju. Jakże głupie i niemożliwe żądanie! Wypędzą mnie jak psa, który gryzie samego siebie, wściekły, jak padłego orła, lwa bez zębów, kogoś całkiem niepotrzebnego, odrzuconego włóczęgę, którym przecież jestem. Który się, oto, po tysiącach lat ośmielił znów najwięcej żądać dla siebie, twierdząc ponadto, że jego strategia jest nienaganna, sprzymierzeńcy wierni, wojsko niezwyciężone, najemnicy zaprzyjaźnieni, przekonany przy tym o swoim posłaniu, jak gdyby nigdy nie upadł. Okazując hardzie wrodzoną niedbałość, niektórzy mówią, wręcz królewską beztroskę, jak gdyby nie był wygnańcą i łupieżcą stuleci, jak gdyby tylko on pasiadał gwiezdną wyspę, swój ojczysty Hvar. Demetrios Hvaranin Hvarowi, pewnej pokutniczej nocy, zagubiony w niebie nad wyspą. (Tłumaczenie chorwackiego tekstu, zamieszczonego w książce Hvar - kantilene i kartoline. Autor Veljko Barbieri, Zagrzeb, 2000)

Demetrios urodził się na Hvarze ok. 260 r. p.n.e. Hvar przesiąknięty był wówczas barwną mozaiką kultur ówczesnego świata. Na tej małej przestrzeni stykały się wpływy greckie, iliryjskie, macedońskie, rzymskie i kartagińskie. Demetrios był godnym przedstawicielem swoich czasów. Wojował, podbijał miasta, zawiązywał sojusze, łamał je... Dla jednych był wybawcą, dla innych tyranem. Jak wiele postaci ówczesnego świata, miał nieograniczone ambicje. Lecz najważniejszy był dla niego rodzimy Hvar. Uczynił z niego warownię nie do zdobycia. Złamał jednak sojusz z Rzymem. Nie przypuszczał chyba, jak wielka spotka go kara. Rzym, ta budująca się jeszcze, a największa jak się później okazało, potęga antycznego świata, wysłała silną flotyllę z zadaniem całkowitego zniszczenia sił Demetriosa i ukarania nieposłuszeństwa. W 219 r.p.n.e. Hvar został zdobyty, a Demetrios musiał uciekać. Znalazł schronienie u macedońskiego króla Filipa V,  gdzie próbował stworzyć koalicję antyrzymską. Lecz w 217 r. p.n.e., podczas oblegania miasta Messene, jego zaprzęg przewraca się i Demetrios ginie, a wraz z nim jego pragnienie wyrwania z rąk Rzymu ukochanego Hvaru. Zastanawiam się jaki był Hvar w III w. p.n.e. Co takiego było na tej wyspie, że Demetrios tak ją umiłował? Możesz to sobie wyobrazić? Nie było przecież tych uroczych, kameralnych restauracyjek, pubów i winiarni na rynku i w okalających go uliczkach. O czym ja mówię! Rynku nie było! Nie było katedry, arsenału, teatru, twierdzy, nie bylo hvarskiej przystani, dzwonnicy Sw. Marka, klasztoru franciszkanów, ruin Venerandy, dworu książęcego... Nie było niczego, co stanowi jego znak rozpoznawczy. O turystyce w kontekście antycznego Hvaru nawet nie wspomnę. Praojcowie Chorwatów siedzieli sobie spokojnie gdzieś w..., nie wiadomo dokładnie gdzie, i do głowy im jeszcze nie przyszło, żeby wyruszyć w kierunku Europy Połudnowej. Wpadną za to za jakieś 700 lat... Musiało jednak być coś potężnego i zniewalającego w tym miejscu. I było to, jestem tego pewna, to samo, co jest i teraz. Myślę, że nikt z tych, którzy pokochali Hvar, nie potrafi tego "czegoś" opisać słowami. Znam ludzi, którzy po raz pierwszy przyjechali tu trzydzieści lat temu i w dalszym ciągu nie próbują nawet wytłumaczyć, co powoduje, że Hvar od pierwszego momentu stał się dla nich miejscem, w którym czują się tak, jak gdyby żyli w nim od zawsze. Trochę nawet wstydzą się o tym mówić, jak to zwykle bywa, gdy w grę wchodzą uczucia. A to "coś" się właśnie czuje. Dlatego wyobrażam sobie, że gdybym jakimś cudem spotkała nagle antycznego Demetriosa na Pjacy, to spojrzelibyśmy na siebie, potem wokół siebie, a potem jedno z nas powiedziałoby tylko: "Prawda?".

Hvar nazywany jest królem Adriatyku, a przecież nie różni się specjalnie od innych wysp, szczególnie tych sąsiednich jak Brač, Vis czy Korčula. Ten sam klimat śródziemnomorski, ta sama roślinność, to samo ukształtowanie terenu, gatunki ryb, ta sama historia. Są to wyspy położone tak blisko siebie, że trudno tu o jakieś wielkie różnice. Co spowodowało więc, że Hvar jest królem, a inne wyspy nie mają takich przydomków? Nie będę się z tym czuć najlepiej, ale muszę powiedzieć - nie wiem. Zresztą nie mam ani takich ambicji, ani ochoty, by tworzyć definicje, tłumaczyć coś, wyjaśniać i przekonywać. Slady znalezione na wyspie wskazują na to, że człowiek pojawił się tu sześć tysięcy lat temu. Przedtem Wyspa, od momentu powstania, radziła sobie bez nas około dwóch milionów lat. Da sobie więc radę i teraz, obroni się sama, przekona cię sama. 

Masz do wyboru dwie możliwości: albo spędzisz tu świetne wakacje, kąpiąc się i opalając, zajadając się owocami morza i pijąc dobre wino, niewiele przy tym myśląc, albo zrobisz coś jeszcze - postarasz się poznać to miejsce i może się zdarzyć, że stanie się ono dla ciebie czymś ważnym i niezwykłym. Bo Hvar to nie tylko słońce i morze. Byłoby głupio na tym tylko poprzestać. Hvar żyje. Bądź dla niego dobry.

Ten tekst miał wyglądać zupełnie inaczej. Miał być dowcipny, lekki, miał przedstawiać ciekawe miejsca do zobaczenia, trasy do przejścia. Miał mówić o tym, gdzie parzą najlepszą kawę i o tym, gdzie wino smakuje najbardziej. Miał opisać parę zabawnych historyjek i przypadków. Przedstawić pułapki językowe. To wszystko miało się tu znaleźć. Ale jeszcze nic straconego. Przecież kiedy ty przyjedziesz na Hvar, ja już tu będę..

 

Nazywam się...

DSC03220W świecie "crafta" charakterystyczne jest to, że twórcy piw dużą wagę przykładają do wizerunku swoich produktów. Prześcigają się w coraz to wymyślniejszych etykietach, logach i nazwach. Nie ma w tym oczywiście nic złego, wręcz przeciwnie! Świat "craftów" również dzięki temu jest tak kolorowy i różnorodny. Od dawna nie wystarczają nazwy typu "jasne" czy "ciemne". Twórcy piw mają dużo bardziej indywidualne podejście do stworzonych przez siebie piw: etykietą i nazwą opowiadają zwykle jakąś historię. Nadszedł czas, abym swoje piwa przedstawiła od kuchni czyli od nazwy. Dzisiaj Hvarska Medycyna - "medycyna", bo z ziołami leczniczymi, "hvarska", bo z wyspy Hvar. Na tym można by skończyć opis, ale przecież żaden szanujący się bloger nie pisze aż tak krótkich wpisów ;-) Nie pamiętam już skąd pomysł, żeby uwarzyć piwo ziołowe, pamiętam natomiast, że dość długo zastanawiałam się jak zrealizować myśl, która zakiełkowała w mojej głowie. Wszystko ruszyło w kierunku neutralnego stylu, niższej temperatury fermentacji jak na ale piwo, suchego finishu i bardzo wyraźnie zaakcentowanych ziół śródziemnomorskich, które jednak nie są przytłaczające. Najczęstszą reakcją, która potwierdza, że mój eksperyment się powiódł jest to, że piwni smakosze chwalą lekkość tego piwa. Co dokładnie wrzucam na sam koniec warzenia - nie zdradzę. Ale spójrzmy prawdzie w oczy - nie ma w tym piwie lawendy i rozmarynu, których to często doszukują się (i niestety znajdują!) beer geek'owie. Doświadczenie nauczyło mnie, żeby słuchać starszych i mądrzejszych od siebie. A lawenda i rozmaryn, lecz przede wszystkim lawenda, są ziołami, które zdominują całą resztę (wiem, bo pierwsza warka była z lawendą.) Zakładam się często z odwiedzającymi nas latem turystami, że jeśli odgadną trzy zioła z siedmiu użytych w Hvarskiej Medycynie - następne piwo mają gratis. No, jeszcze się nie zdarzyło... :-)

"Talkin bout a revolution sounds like a..."

craftW marcu miną dwa lata od otwarcia pierwszego browaru rzemieślniczego w Chorwacji. Mowa o Browarze Smoczym - Zmajska Pivovara - którą założył i prowadzi długoletni piwowar domowy Andrej Capka. Sukcesu "Smoków" trudno nie docenić. Oba warzone przez nich piwa: Pale Ale i Porter zbierają bardzo wysokie oceny na znanych piwowarskich portalach internetowych. Oprócz tego Zmajska Pivovara znalazła się w pierwszej dziesiątce nowootwartych browarów rzemieślniczych w 2014 roku, a Porter w pierwszej piętnastce Porterów w ogóle warzonych na całym świecie! Równocześnie z nimi ruszył drugi projekt - Nova Runda ze swoim fantastycznym American Pale Ale. Ledwo co zdążylismy otrzeć pot z czoła po upalnym lecie, a tu nowa sensacja - browar Hold'em Brewery ze swoim All In. 6 lutego świętowaliśmy otwarcie nowego browaru rzemieślniczego Varionica, który zaprezentował swoją wersję Pale Ale. Nie sposób pominąć browar Mario Bosnjaka, który jest jednym z pionierów piwowarstwa domowego w Chorwacji i warzy piwo na swoim gospodarstwie agroturystycznym od dwudziestu lat. Jest też jedynym jak dotąd piwowarem rzemieślniczym, który zdecydował się warzyć lagery. Prawie wszystkie wymienione piwa można zakupić w specjalistycznych sklepach w całej Chorwacji. Wszyscy wspomniani piwowarzy rzemieślniczy są długoletnimi piwowarami domowymi, którzy swoją pasję przekształcili w sposób na życie. W 2015 powstały nowe browary rzemielśnicze lub kontraktowe: Air Craft Brewery, Slawoner, LAB ze Splitu, Black Hat... Ale najważniejsze jest to, że coraz więcej ludzi warzy piwo w domu, coraz więcej jest specjalistycznych sklepów z surowcami do warzenia piwa, coraz więcej rozjaśnionych zachwytem twarzy początkujących piwowarów, którzy po raz pierwszy kosztują nawarzonego przez siebie piwa. Coraz liczniej też piwowarzy uczestniczą w międzynarodowych konkursach, a niektóre miesiące nieuchronnie kojarzone są już z poszczególnymi konkursami: luty i Biela Vrana na Słowacji, marzec i konkurs na Węgrzech, czerwiec to miesiąc konkursów w Chorwacji i Polsce. 

Mam nadzieję, że "piwne szaleństwo", które rozpętało się w Ameryce przed trzydziestoma laty, obejmie także Chorwację. Zresztą - innej drogi nie ma.

 

Nieśmiertelnik, żółty październik

blog-2 00-300„Pani, jak teraz wejdziemy w kozaki i pluchę, to do marca nie wyjdziemy!” Takie zdanie usłyszałam na jednej z wrzesińskich ulic w pierwszych dniach października. Rzeczywiście, pogoda nie nastrajała optymistycznie, a perspektywa zbliżającej się długiej zimy humorów na pewno nie poprawiała. Tymczasem na chorwackiej wyspie Hvar nastroje zgoła inne. „Uff…., nareszcie koniec sezonu, nareszcie sobie odpoczniemy!” Cóż: jesień jesieni nie równa. Najpiękniejsze miesiące to wrzesień i październik właśnie i nikt, kto raz odwiedził Hvar w tym okresie, na pewno nie będzie pchał się w lipcu czy sierpniu do największego tłoku, zgiełku i drożyzny. Wraz z nastaniem jesieni, przy czym typowy hvarski jesienny dzień to 23 stopnie w cieniu przy pięknym, lecz nie parzącym słońcu, znikają tabuny młodych, nastawionych na nocne balangi, turystów, motorowe „wypasione” łodzie odpływają w nieznane, a w ich miejsce pojawiają się piękne, klasyczne żaglówki. Poza tym (i cenami) nic się nie zmienia. Morze nadal ciepłe, restauracje, puby i kawiarnie wszystkie pootwierane, a miejscowi zrelaksowani i w dobrych nastrojach. Dlaczego? Dlatego, że nastał ich czas! Raz, że koniec sezonu i, parafrazując Seweryna Krajewskiego - „nieco pełniej w kredensie”, a dwa, że wrzesień i w większym jeszcze stopniu październik to okres, kiedy tubylcy nareszcie mają czas na łowienie ryb i relaksowanie się na łonie przyjaznej natury. Nieświadome tego ryby wracają z otwartego morza do zatok znęcone spokojem, jaki nastał po wykwaterowaniu się pluskającej się w morzu, straszącej morskich mieszkańców gawiedzi. Nie dalej jak wczoraj jeden taki zrelaksowany wędkarz złowił na kulkę chlebową piękną, prawie kilową doradę, skądinąd drapieżnika niegustującego w chlebie. Wędkarz zdziwił się i uradował ogromnie, bo po pierwsze nie taką rybę poszedł łowić, a po drugie złapała się wyjątkowo blisko brzegu. Ta historia przypomina mi moją własną, która tłumaczy różnicę miedzy łowieniem i złowieniem. Na Hvarze często zdarza się, że jakiś rybak wyciągnie z morza duuuużą rybę. I wbrew przypuszczeniom ma z nią problem. Taka duża ryba z reguły dużo kosztuje i trudno znaleźć na nią kupca, bo wydać 100 euro na rybę nie każdy ma ochotę. Wtedy urządza się loterię. Ryba jest prezentowana ogółowi, a ogół, po kolei i bez przepychanek, kupuje sobie los za 10 kun czyli za, mniej więcej, 6 złotych. Ochotników do ryby jest dużo, bo 6 złotych to nie majątek, a poziom adrenaliny we krwi nieco rośnie, bo jakby nie było – hazard odchodzi! Losy zbiera się przez cały ranek i przedpołudnie, a w południe jest losowanie. I wszyscy są szczęśliwi. Najbardziej rybak, bo zarobił znacznie więcej niż 100 euro (ziarnko do ziarnka… itd.), dalej wytypowany hazardzista (TAKA ryba za 6 złotych!), na końcu zaś pozostali uczestnicy (bo i tak nie liczyli na wygraną, a stracili niewiele). Jednego takiego dnia, kupując na bazarku sałatę i pomidory, postawiłam 10 kun na duuużą rybę, bo co mi szkodzi. I natychmiast o tym zapomniałam. Parę godzin później zaopatrzona w swój sprzęt początkującego wędkarza wybrałam się na ryby. Nie żeby mi się bardzo chciało. Raczej dlatego, że dzień był ładny i szkoda było nie pójść i choć raz nie zarzucić. Poszłam więc i zarzuciłam. I nic. Nie dość, że nic nie złowione to jeszcze straty! Chorwackie dno ma to do siebie, że jest kamieniste i haczyk często się zahacza, niestety nie o ryby, a o kamienie. Jeden haczyk i jeden ciężarek został w morzu. Żyłka urwana. Wracam do domu w nienajlepszym humorze, a tu telefon: duuuuża ryba z losowania wybrała mnie! Jestem proszona o jej odebranie w przeciągu pół godziny. Ależ proszę bardzo! Już lecę! Puenta tej historyjki jest następująca: zawsze warto iść i choć raz zarzucić, bo nigdy nie wiadomo gdzie ryba będzie brała!!
Może więc w dobie globalizacji, kiedy chętnie mówimy, że świat nam się zmniejszył, warto oderwać się od jesiennej pluchy i wybrać na przedłużony weekend na słoneczną wyspę? Bo oto wystarczą trzy godziny i jesteśmy w Berlinie. Odległość z Berlina do Splitu samolot pokonuje w półtorej godziny (przy dobrym wietrze w czasie nawet krótszym). Ze Splitu do Hvaru już tylko godzina katamaranem. I już jesteśmy. Chętnie powitam chlebem i solą, a nawet… polskim piwem, które ku ogromnej uciesze wielu moich znajomych warzę z powodzeniem od sześciu lat. Ale to już oddzielna historia…
Wyspa Hvar należy do archipelagu wysp środkowej Dalmacji i jest najdłuższą wyspą Morza Adriatyckiego. Klimat jest tu łagodny, śródziemnomorski, a sama miejscowość Hvar, dzięki swojemu położeniu w południowej zatoce wyspy, odznacza się specyficznym mikroklimatem, dzięki któremu jest najbardziej nasłonecznionym miejscem w Chorwacji z 3053 słonecznymi godzinami rocznie (rekord z 2003 roku) co w przeliczeniu daje 8,3 godzin słońca dziennie… Zatem pogody możemy być (prawie) pewni, ale co dalej? Co jeszcze oferuje ta zielona, prastara wyspa oprócz słońca i cudownego morza? Wspaniałą atmosferę śródziemnomorskiego miasteczka z licznymi zaułkami, wąskimi uliczkami, placami i kościółkami, o jedzeniu nie wspomnę! O Hvarze można opowiadać godzinami. Godzinami też lub raczej całymi dniami można przemierzać go, poznając jego stare wsie porozrzucane po całej wyspie z ich gajami oliwnymi, polami lawendy i winnicami czy też osady rybackie, z których każda ma do zaoferowania jakąś historię. Dzięki swojemu położeniu geograficznemu Hvar zawsze był ważnym strategicznie punktem. Mieszały się tu wpływy wielu kultur – iliryjska, grecka (Grecy skolonizowali Hvar w IV w. p.n.e.), rzymska… Główne piętno na miasto wywarło jednak prawie czterystuletnie zwierzchnictwo Księstwa Weneckiego. Toczono tu wiele bitew morskich (do dziś dnia w akwenie hvarskim odnajdywane są wraki zatopionych przed wiekami łodzi), przemierzał tędy szlak handlowy, wiodący kupców z zachodu ku ziemiom Lewantu, chrześcijanie bronili się w swych twierdzach (wznoszących się dumnie do dziś) przed Turkami, chłopi buntowali się przeciwko arystokratom, a w czasie kiedy nasz Mikołaj Rej pisał, że „Polacy nie gęsi, lecz swój język mają” tu też pisano epopeje i wiersze miłosne w najstarszym dialekcie języka chorwackiego, dialekcie czakawskim.
Burzliwa i barwna jest historia tej prastarej wyspy i trudno nie ulec jej urokowi. Może więc warto oderwać się od naszej codzienności i pojechać zasmakować czegoś innego? Zasmakować, rozkochać się i nigdy już nie zapomnieć.