image

  • Cannot get Split location id in module mod_sp_weather. Please also make sure that you have inserted city name.

P

o

g

o

d

a

  • slide 9
  • stout
  • zmajevi 1
  • slide 7
  • slide 8
  • slide 2
  • slide 6
  • slide 1
  • slide 3
  • americana
  • slide 1
  • americana-1
  • pivo-1
IMAGE
Nasze piwa

W warzeniu piwa, podobnie jak w życiu codziennym, kierujemy się zasadą, że najlepsze jest to, co naturalne. Dlatego nasze piwa warzymy... Czytaj dalej...
IMAGE
Nowa lokalizacja

Miło nam poinformować, że 26 maja otwieramy nasz nowy punkt sprzedaży. Adres na Hvarze Petricevo setaliste 8.          ... Czytaj dalej...
IMAGE
Kocham pivo

Dobra recenzja w rubryce "Kocham... Czytaj dalej...
IMAGE
Maraton Otillo

Tego roku Hvar ponownie gości uczestników maratonu Swimrun organizacji Otillo. Około 300 uczestników z wielu krajów, dużo adrenaliny i... Czytaj dalej...
IMAGE
Pieczone oliwki

Wiele dalmatyńskich specjałów nie przypadło mi do gustu, kiedy dopiero zaczęłam przyjeżdżać na Hvar przed piętnastu laty. Prsut był za... Czytaj dalej...
IMAGE
Po dwudziestu latach

Hvar to najpiękniejsze miejsce na Ziemi. Dla mnie. Nic więc dziwnego, że podczas mojego pierwszego pobytu na wyspie (a było to dokładnie... Czytaj dalej...

Nieśmiertelnik, żółty październik

blog-2 00-300„Pani, jak teraz wejdziemy w kozaki i pluchę, to do marca nie wyjdziemy!” Takie zdanie usłyszałam na jednej z wrzesińskich ulic w pierwszych dniach października. Rzeczywiście, pogoda nie nastrajała optymistycznie, a perspektywa zbliżającej się długiej zimy humorów na pewno nie poprawiała. Tymczasem na chorwackiej wyspie Hvar nastroje zgoła inne. „Uff…., nareszcie koniec sezonu, nareszcie sobie odpoczniemy!” Cóż: jesień jesieni nie równa. Najpiękniejsze miesiące to wrzesień i październik właśnie i nikt, kto raz odwiedził Hvar w tym okresie, na pewno nie będzie pchał się w lipcu czy sierpniu do największego tłoku, zgiełku i drożyzny. Wraz z nastaniem jesieni, przy czym typowy hvarski jesienny dzień to 23 stopnie w cieniu przy pięknym, lecz nie parzącym słońcu, znikają tabuny młodych, nastawionych na nocne balangi, turystów, motorowe „wypasione” łodzie odpływają w nieznane, a w ich miejsce pojawiają się piękne, klasyczne żaglówki. Poza tym (i cenami) nic się nie zmienia. Morze nadal ciepłe, restauracje, puby i kawiarnie wszystkie pootwierane, a miejscowi zrelaksowani i w dobrych nastrojach. Dlaczego? Dlatego, że nastał ich czas! Raz, że koniec sezonu i, parafrazując Seweryna Krajewskiego - „nieco pełniej w kredensie”, a dwa, że wrzesień i w większym jeszcze stopniu październik to okres, kiedy tubylcy nareszcie mają czas na łowienie ryb i relaksowanie się na łonie przyjaznej natury. Nieświadome tego ryby wracają z otwartego morza do zatok znęcone spokojem, jaki nastał po wykwaterowaniu się pluskającej się w morzu, straszącej morskich mieszkańców gawiedzi. Nie dalej jak wczoraj jeden taki zrelaksowany wędkarz złowił na kulkę chlebową piękną, prawie kilową doradę, skądinąd drapieżnika niegustującego w chlebie. Wędkarz zdziwił się i uradował ogromnie, bo po pierwsze nie taką rybę poszedł łowić, a po drugie złapała się wyjątkowo blisko brzegu. Ta historia przypomina mi moją własną, która tłumaczy różnicę miedzy łowieniem i złowieniem. Na Hvarze często zdarza się, że jakiś rybak wyciągnie z morza duuuużą rybę. I wbrew przypuszczeniom ma z nią problem. Taka duża ryba z reguły dużo kosztuje i trudno znaleźć na nią kupca, bo wydać 100 euro na rybę nie każdy ma ochotę. Wtedy urządza się loterię. Ryba jest prezentowana ogółowi, a ogół, po kolei i bez przepychanek, kupuje sobie los za 10 kun czyli za, mniej więcej, 6 złotych. Ochotników do ryby jest dużo, bo 6 złotych to nie majątek, a poziom adrenaliny we krwi nieco rośnie, bo jakby nie było – hazard odchodzi! Losy zbiera się przez cały ranek i przedpołudnie, a w południe jest losowanie. I wszyscy są szczęśliwi. Najbardziej rybak, bo zarobił znacznie więcej niż 100 euro (ziarnko do ziarnka… itd.), dalej wytypowany hazardzista (TAKA ryba za 6 złotych!), na końcu zaś pozostali uczestnicy (bo i tak nie liczyli na wygraną, a stracili niewiele). Jednego takiego dnia, kupując na bazarku sałatę i pomidory, postawiłam 10 kun na duuużą rybę, bo co mi szkodzi. I natychmiast o tym zapomniałam. Parę godzin później zaopatrzona w swój sprzęt początkującego wędkarza wybrałam się na ryby. Nie żeby mi się bardzo chciało. Raczej dlatego, że dzień był ładny i szkoda było nie pójść i choć raz nie zarzucić. Poszłam więc i zarzuciłam. I nic. Nie dość, że nic nie złowione to jeszcze straty! Chorwackie dno ma to do siebie, że jest kamieniste i haczyk często się zahacza, niestety nie o ryby, a o kamienie. Jeden haczyk i jeden ciężarek został w morzu. Żyłka urwana. Wracam do domu w nienajlepszym humorze, a tu telefon: duuuuża ryba z losowania wybrała mnie! Jestem proszona o jej odebranie w przeciągu pół godziny. Ależ proszę bardzo! Już lecę! Puenta tej historyjki jest następująca: zawsze warto iść i choć raz zarzucić, bo nigdy nie wiadomo gdzie ryba będzie brała!!
Może więc w dobie globalizacji, kiedy chętnie mówimy, że świat nam się zmniejszył, warto oderwać się od jesiennej pluchy i wybrać na przedłużony weekend na słoneczną wyspę? Bo oto wystarczą trzy godziny i jesteśmy w Berlinie. Odległość z Berlina do Splitu samolot pokonuje w półtorej godziny (przy dobrym wietrze w czasie nawet krótszym). Ze Splitu do Hvaru już tylko godzina katamaranem. I już jesteśmy. Chętnie powitam chlebem i solą, a nawet… polskim piwem, które ku ogromnej uciesze wielu moich znajomych warzę z powodzeniem od sześciu lat. Ale to już oddzielna historia…
Wyspa Hvar należy do archipelagu wysp środkowej Dalmacji i jest najdłuższą wyspą Morza Adriatyckiego. Klimat jest tu łagodny, śródziemnomorski, a sama miejscowość Hvar, dzięki swojemu położeniu w południowej zatoce wyspy, odznacza się specyficznym mikroklimatem, dzięki któremu jest najbardziej nasłonecznionym miejscem w Chorwacji z 3053 słonecznymi godzinami rocznie (rekord z 2003 roku) co w przeliczeniu daje 8,3 godzin słońca dziennie… Zatem pogody możemy być (prawie) pewni, ale co dalej? Co jeszcze oferuje ta zielona, prastara wyspa oprócz słońca i cudownego morza? Wspaniałą atmosferę śródziemnomorskiego miasteczka z licznymi zaułkami, wąskimi uliczkami, placami i kościółkami, o jedzeniu nie wspomnę! O Hvarze można opowiadać godzinami. Godzinami też lub raczej całymi dniami można przemierzać go, poznając jego stare wsie porozrzucane po całej wyspie z ich gajami oliwnymi, polami lawendy i winnicami czy też osady rybackie, z których każda ma do zaoferowania jakąś historię. Dzięki swojemu położeniu geograficznemu Hvar zawsze był ważnym strategicznie punktem. Mieszały się tu wpływy wielu kultur – iliryjska, grecka (Grecy skolonizowali Hvar w IV w. p.n.e.), rzymska… Główne piętno na miasto wywarło jednak prawie czterystuletnie zwierzchnictwo Księstwa Weneckiego. Toczono tu wiele bitew morskich (do dziś dnia w akwenie hvarskim odnajdywane są wraki zatopionych przed wiekami łodzi), przemierzał tędy szlak handlowy, wiodący kupców z zachodu ku ziemiom Lewantu, chrześcijanie bronili się w swych twierdzach (wznoszących się dumnie do dziś) przed Turkami, chłopi buntowali się przeciwko arystokratom, a w czasie kiedy nasz Mikołaj Rej pisał, że „Polacy nie gęsi, lecz swój język mają” tu też pisano epopeje i wiersze miłosne w najstarszym dialekcie języka chorwackiego, dialekcie czakawskim.
Burzliwa i barwna jest historia tej prastarej wyspy i trudno nie ulec jej urokowi. Może więc warto oderwać się od naszej codzienności i pojechać zasmakować czegoś innego? Zasmakować, rozkochać się i nigdy już nie zapomnieć.